Migawki Bożego Słowa

Rozmowa z Bogiem to bardziej rozmowa ze samym sobą, poukładanie sobie różnych rzeczy, gdy czasy są ciężkie i nie ma rozwiązania A czy B. To rachunek sumienia, rachunek zdolności do życia, a także rachunek miłości do ludzi, na których ci zależy.

Ville Valo

 

 

 
Strona główna
Biało, Czarno - kolorowo! Drukuj Poleć znajomemu
15.05.2010.

Dużo słów, pomocy niewiele. Życiowa niesubordynacja i zupełne zepchnięcie zasad na plan drugi, lub wręcz na ostatni. Wewnętrzne rozbicie, między tym co wybrane i jednocześnie ślubowane, a tym co zwierzęcy instynkt podpowiada. Księża homoseksualiści. Tak. I oni zdarzają się wśród Pasterzy. A wierni? Dopóki nie dostrzegą problemu wśród hierarchii, uważają się za tolerancyjnych, mało tego, każdy przejaw homofonii piętnują, bo przecież każdy może decydować o swoim życiu. Ksiądz-gej budzi jednak w nich obrzydzenie, od razu wiele słów pełnych pogardy i napiętnowania pada z ich ust. Wcześniej współczuli tym, którzy mieli z tym problem – teraz wstydzą się, że ich Pasterz jest zły, gorszy, najgorszy… że jest „inny”.  Zjawisko homoklerycyzmu jest w Kościele katolickim spotykane, jest obecne i nie można mówić, że jest inaczej. Jedynie prawda buduje. Dlatego nie ukrywajmy, ale żyjmy odważnie, biorąc odpowiedzialność za zło, które popełniamy.

Kameleon w koloratce

Trudno się dziwić kapłanom, którzy mając problem ze swoimi popędami, ukrywają go przed przełożonymi, przed wiernymi, przed przyjaciółmi, a nawet przed samym sobą.  Mężczyzna stając się księdzem, nie przestaje być facetem, nie zostawia gdzieś na boku swojej seksualności, ale cały czas pełen pokus jest zmobilizowany, teraz jeszcze bardziej niż wcześniej, do panowania nad rządzami ciała i życia w czystości. Mając na uwadze, że złamanie celibatu jest grzechem ciężkim, ukrywa on swe cudzołóstwo, udając, że jest wszystko OK. Dochodzi jeszcze do tego całkowicie niemoralne spojrzenie na akty homoseksualne jako doszczętnie niszczące ludzką godność, jako obrzydliwe i całkowicie niewskazane.     


              Pewnie, gdyby kapłanowi za tego typu ekscesy nie groziła nagana, suspensa a nawet przeniesienie w stan świecki, jego spojrzenie byłoby mniej rygorystyczne i nie ukrywałby swojej dewiacji, ale szukał pomocy. Bo przecież przeniesienie na inną parafię, zawieszenie w pełnieniu posługi, czy inne nie zlikwidują problemu. Mogą co najwyżej sprawić, że będzie on większy i większy, aż w końcu zniszczy nie tylko kapłana, ale całą owczarnię. Wysłanie na bezludną wyspę nie sprawi, że człowiek stanie się lepszy. Sprawi, że zostanie sam… sam ze swoją słabością, nędzny i niedomagający, bez pomocy i wsparcia.
              Nie można jednak mówić bardzo ogólnie, że wszyscy kapłani mają problem ze swoją seksualnością. To byłoby kłamstwo. Wielu z duchownych potrafi całkowicie zaufać Bogu i oddać mu siebie w całości, ze swoimi słabościami, ze swoją męskością.

Prawda w nauce

Wydana przez watykańską Kongregację do spraw Wychowania Katolickiego w sierpniu 2005 roku instrukcja mówi dość jasno, że „jeśli kandydat uprawia homoseksualizm albo wykazuje głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, jego kierownik duchowy, a także spowiednik, ma obowiązek odwieść go w sumieniu od podążania w kierunku święceń".  Jest to niewątpliwie bardzo ważne, by osoba mając oddać się Bogu i ludziom w Kościele była całkowicie pewna i świadoma swojego wyboru. Przyjęty całkowicie świadomie i dobrowolnie celibat nie musi być przekleństwem, ale błogosławieństwem, który biorąc swoje źródło w nauce Jezusa, tutaj staje się czynem pełnym miłości, staje się świadectwem – a dziś tego potrzeba Kościołowi.

Trzeba również pamiętać, że każdy człowiek ma godność. Katechizm Kościoła Katolickiego odróżnia akty homoseksualne, które są grzechem ciężkim, od tendencji homoseksualnych. Trzeba pamiętać, że każdy człowiek ze swojej natury jest grzesznikiem, że zło jest wpisane w ludzką egzystencję. Nie może to być jednak powodem usprawiedliwienia, ale powinno skłonić do jeszcze głębszej refleksji nad swoim „ja”, aby być człowiekiem zawsze i wszędzie, a nie tylko czasem i „gdy ludzie patrzą”. Trzeba pamiętać, że człowiek musi upaść, ale zawsze musi się podnieść, oddać ponownie Jezusowi i ruszyć w drogę znów. Tkwić w upadku nie można. Trzeba wstać.

Poszukiwanie zakończone powodzeniem !@#

            Wydawać by się mogło, że jest to zjawisko odosobnione, że księża geje są nielicznymi przypadkami. Doświadczenie pokazuje, że zdarzają się takie przypadki. I trafić na nie, nie jest wcale tak trudno.  Wystarczy wejść na czat. Weźmy taką Interię i pokój dla gejów. Nick – szukam_księdza. I teraz tylko czekać. Już po paru minutach napisze pierwszy, potem drugi i trzeci. I z własnego doświadczenia wiem, że „zagubionych” można podzielić na trzy zupełnie odrębne kategorie:

- Pierwsza to pseudo kapłani. Zwykli świeccy – bardzo często antyklerykałowie, którym zależy jedynie na tym, aby popsuć dobrą opinię Kościoła, pokazać księży w złym świetle, zniszczyć, zmiażdżyć, zgnoić! Piszą niemoralne teksty. Chcą rozmawiać tylko o seksie. Nierzadko też podają fałszywe dane.

- Druga grupa to niedostępni. Ludzie, którzy cenią sobie prywatność.  Nie bawią się w ckliwe rozmówki. Walą prosto z mostu czego chcą. I oczywiście nie podają żadnych danych. Pytają jedynie o numer telefonu i jedynie na tym chcą budować dalszą przyjacielską, że tak powiem, relację.

- Trzecia to desperaci. Tylko seks im w głowie. I to seks za wszelką cenę. Bez ogródek podają swoje dane. Wysyłają zdjęcie. Dają numer telefonu. Proszą o szybki kontakt i zapraszają na plebanie. Są jednak też tacy, którzy prowadzą normalne rozmowy. Mówią o problemach.

            W ciągu dwóch godzin można spotkać około 15 osób, które podają się za księży. Po zadaniu pierwszego testowego pytania, typu „skąd wyruszył Abraham?”, odpada średnio pięciu. Siedmiu żąda numeru telefonu. Zostaje trzech, którzy dają swój numer, podają miejscowość i wysyłają fotkę… zapominają, że odnalezienie człowieka w dzisiejszych czasach to kwestia chwili. I w taki właśnie sposób można znaleźć księdza-geja, który właściwie pragnień nie potrafi ukierunkować.

            Nie można jednak potępiać ludzi. Każdy przypadek jest przykry. To fakt. Każdy jest błędem. Oczywiste. Czy jednak można potępić człowieka? Czy można go poniżyć? A może kapłan ma problemy z samotnością? Starał się go ktoś kiedyś odwiedzić, pocieszyć, pomóc? A może brakuje mu modlitwy? Tak jak księża - zresztą nie tylko oni, ale my wszyscy - są zobowiązani do dążenia do świętości, tak ludzie są zobowiązani do modlitwy za kapłanów. Bez modlitwy nie wymagajmy cudów.

Poszukiwany

            Zaiste… problemem nie jest to, że istnieją tacy kapłani, bo oni też są ludźmi. Słabymi i grzesznymi. Bezsilnymi i często niemogącymi sobie poradzić. Rażące jest to, że są ludzie, którzy poszukują księży. Jest ich naprawdę wiele… tak jak wiele jest motywacji. Dla jednych liczy się dyskrecja, dla innych to swoisty fetysz, bo lubią „mundurowych”, inni uważają to za „zakazany owoc”, są też przypadki ludzi myślących, że z księdzem to bardziej moralne.

            Jacy ludzie szukają? Najczęściej z wyższym wykształceniem, którzy mają rodziny, jednak chcą się na chwilę zapomnieć i uciec przed rzeczywistością. Prawnicy, nauczyciele, często dyrektorzy. Ludzie, którzy bardzo często są blisko Kościoła, którzy są osobami publicznymi.



            Tutaj też nie można potępiać. Trzeba pomóc. Bo łatwo osądzić, potępić i zniszczyć, a trudniej wyciągnąć dłoń. Miłość wymaga od człowieka wiele. Czy jednak można odrzucić człowieka w obliczu takiej tragedii? Nie można! Trzeba dłoń wyciągnąć i wyciągać wciąż i wciąż na nowo. Trzeba podać swe serce i towarzyszyć.

Bezludna wyspa miłości-samotności

            Problemem w tym wszystkim jest zachowanie hierarchii. Dlaczego? Bo najłatwiej homo-księdza przenieść na inną parafię… a najlepiej na wyspę bezludną. Z dala od ludzi. Tam gdzie w samotności serce będzie się dogłębnie duchowo upadać. Najlepiej odsunąć go, pozbyć się, zniszczyć. Bo po co on potrzebny?  Jest tylko kolejnym problemem.

            A czy ksiądz to nie człowiek? Czy nie jest kimś, kto świadectwo życiem może dawać. Może nawet większe niż inni. Świadectwo czystości, wierności… świadectwo miłości! Czy ksiądz-gej musi być od razu zły? Nie! Potrzeba mu jednak pomocy. Potrzeba troski i wiele modlitwy. Gdy się podniesie, będzie dążył do doskonałości. Weźmie swój krzyż i ruszy za Jezusem. Moc w słabości się doskonali. Dlatego zamiast potępić trzeba swą dłoń podać. Pomóc wstać. Jezus do cudzołożnicy mówi: „Nikt cię nie potępił? I Ja cię nie potępiam. Idź i od tej chwili już nie grzesz!” Bądźmy w stanie wybaczyć im błędy. Bądźmy wstanie kierować się miłością i życzliwością. Pomagajmy zawsze.


Trzeba pamiętać, że księża homoseksualiści nie są grupą liczną. Zdarzają się - fakt. Jest ich jednak niewiele w porównaniu z homoseksualistami z innych grup społecznych. Nie możemy więc uogólniać i nazywać każdego księdza – gejem! Trzeba pamiętać, że stosunek homo-księży w zestawieniu z innymi jest naprawdę niewielki. Pamiętajmy również, że nie możemy potępiać człowieka, ale czyn. Dlatego zawsze „patrzmy sercem, bo najważniejsze jest niewidoczne dla oczu!

 

Gościmy

Odwiedza nas 19 gości